Kto nie wyda kierowcy, ten zapłaci grzywnę
Zamieszczono: 2010/05/18, Patryk Gust
Pożyczając samochód koledze, musimy się liczyć z prawnymi i
finansowymi konsekwencjami takiego działania. Niekiedy w grę wchodzi niemała
grzywna. Jej wysokość jest jednak problematyczna. Przekonał się o tym Wojciech
C., który mimo żądania Straży Miejskiej nie wskazał nazwiska osoby, która źle
zaparkowała jego auto. Ta sprawa może rozwiać wątpliwości dotyczące
najczęstszych wykroczeń drogowych. Są ich setki tysięcy. Sądy i policjanci mają
z nimi nie lada kłopot.
BEZ ZGODY
Nie są zgodni, jak kwalifikować czyn milczących właścicieli
aut: jako wykroczenie polegające na wprowadzeniu w błąd organu państwowego
(art. 65 § 2 k.w.
(czy też jako naruszenie przepisów o bezpieczeństwie lub porządku ruchu) art.
97 k.w.). To ważne ponieważ za pierwsze grozi grzywna do 5 tyś. zł, a za drugie
maksymalnie 3 tyś. zł lub nagana.
- Prawo nie jest jednoznaczne - przyznaje prof. Andrzej
Gaberle z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I wini za brak koordynacji pracach
wewnętrznych nad zmianami w szeroko pojmowanym prawie karnym. Jego zdaniem
sprawa różnych kwalifikacji przy wykroczeniu polegającym na nie ujawnieniu
danych kierowcy, który złamał przepis, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Nieco inny pogląd w sprawie prezentuje adwokat Marek
Gromelski. On sam jednak, gdyby przyszło mu kwalifikować zachowanie takiego
sprawcy, za podstawę przyjął by raczej art. 97 k.w. Dlatego, że kodeks drogowy
w art. 78 ust. 4 nakłada na właściciela obowiązek wskazania osoby, której
powierzył auto. Kiedy więc tego nie robi, narusza przepisy o bezpieczeństwie
lub porządku ruchu. Adwokat Gromelski twierdzi jednak, że możliwe jest w takiej sytuacji zwolnienie sprawcy (właściciela auta) z
obowiązku wskazania niezdyscyplinowanego kierowcy. Kiedy? Otóż wówczas, gdy
kierującym była osoba najbliższa właścicielowi.
Innego zdania jest adwokat Luka Szaranowicz. I choć
twierdzi, że raczej by się przychylał do naruszenia przepisów o bezpieczeństwie
lub porządku ruchu, to jednak gdyby właściciel ewidentnie kłamał (mówił np., że
to kobieta prowadziła auto, a taśmy z monitoringu wskazują, że kierowcą był
mężczyzna), dopuścił by także zastosowanie surowszego przepisu.
DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH
- Wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy - mówi
Mec. Szaranowicz.
Dużo więcej wątpliwości miał Podkoniec marca tego roku
warszawski Sąd Okręgowy. Trafiła do niego sprawa Wojciecha C. właściciela
fiata. Nie wskazał on danych kierowcy, który - jeżdżąc po stolicy jego autem -
zaparkował je na skrzyżowaniu. Sąd I instancji uznał, że C. naruszył przepisy o
bezpieczeństwie (art. 97 k.w.) i umorzył postępowanie. Zażalenie na
postanowienie wniosła Straż Miejska. Warszawski sąd odwoławczy, do którego
sprawa trafiła, postanowił poprosić o pomoc Sąd Najwyższy.
Powód? Rozbieżności w wykładni przepisów, które prowadzą do
oceny zachowania sprawcy bądź na gruncie art. 97 k.w. (tak najczęściej wnoszą
oskarżyciele publiczni we wnioskach o ukaranie), bądź też jako wykroczenie z
art. 65 § 2 k.w.
Identyczne rozbieżności zawiera orzecznictwo sądów.
Agata
Łukaszewicz
a.lukaszewicz@rp.pl


