Prawo jazdy to za mało, by prowadzić autokar
Zamieszczono: 2009/07/15, Patryk Gust
Prawo drogowe
Kierowcy autobusów, którzy do 10 września nie zdążą zrobić prawa
jazdy kat. D, będą musieli zdobyć nowy dokument - świadectwo kwalifikacji
zawodowej. Może to kosztować nawet 10 tys. Zł
AGATA ŁUKASZEWICZ
Ostatnie dni
to czarna seria tragicznych wypadków autokarowych. W niektórych zawinili
kierowcy. Coraz częściej słyszy się głosy, że zawodowi szoferzy nie zawsze mają
odpowiednie umiejętności. Tymczasem 10 września wchodzą w życie przepisy, które
wprowadzają wyższe wymagania wobec nich. Znowelizowany w 2006r. art. 3 prawa
drogowego zmienia system szkolenia kierowców.
- Taka zmiana jest potrzebna. Każdy,
lepszy od dotychczasowego, sposób szkolenia powinien zwiększyć bezpieczeństwo
na drogach - mówi Tadeusz Wilk, dyrektor Departamentu Transportu w Zrzeszeniu
Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. I choć co do zasady przewoźnicy są
„za", to otwarcie krytykują niektóre rozwiązania.
Po
wakacjach ze świadectwem
Świeżo upieczonych kierowcom (czyli
tym, którzy zdadzą egzamin na kategorię D po 10 września) nie wystarczy już
kurs doszkalający. Przed podpisaniem umowy będą musieli przestawiać świadectwo
kwalifikacji zawodowej. Potwierdza ono, że zainteresowany przeszedł pozytywnie
kwalifikację wstępną. Będzie je wydawał wojewoda lub osoba przez niego
upoważniona.
- Po zdanym egzaminie oraz ze
zdobytym świadectwem kierowca będzie musiał się zwrócić do starosty. Tam
dostanie nowe prawo jazdy (jego wzór nie jest jeszcze znany), w którym zostaną
umieszczone informacje o uzyskaniu kwalifikacji wstępnej, dacie koniecznego
szkolenia okresowego oraz dacie ważności badań lekarskich i psychologicznych -
informuje Sebastian Chwalibogowski, naczelnik Wydziału Postępowań
Administracyjnych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
Co ma zmienić wprowadzenie
kwalifikacji wstępnej? - Polepszyć umiejętności i wiedzę kierowców, a co za tym
idzie, zwiększyć bezpieczeństwo na drogach - informuje Sebastian
Chwalibogowski. Kierowcy, którzy zasiądą za kółkiem, wykonujący przewóz drogowy
(z kwalifikacji zwolnieni są m.in. kierowcy wykonujący przewozy prywatnie), muszą wiedzieć, jak zachować się podczas
poślizgu czy w trudnych warunkach drogowych, a nie jak parkować czy przejechać
rondo (tego uczą na kursach na prawo jazdy).
Kwalifikacja wstępna i cykliczne
szkolenia okresowe mają nauczyć
stosowania nowoczesnych układów i urządzeń, jakimi są naszpikowane nowoczesne
ciężarówki. - Młody kierowca, przesiadając się z auta osobowego, nierzadko nie
wie nawet, jak działają systemy kontroli trakcji czy stabilizacji toru jazdy,
nie wspominając już o ABS. Dlatego, imo poruszania się supernowoczesnym
autobusem, nie potrafi odpowiednio zareagować na sytuację na drodze.
Szkolenia te pozwolą na bieżąco
poprawiać umiejętności, zmniejszać zużycie paliwa i zwiększać zarówno
konkurencyjność polskich firm przewozowych, jak i komfort ich ich pasażerów. W
dodatku nie narażą przedsiębiorcy na kary, które w Unii Europejskiej sięgają
kilku tysięcy euro i mogą doprowadzić do odebrania przewoźnikowi uprawnienia do
wykonywania przewozów drogowych - wymienia Chwalibogowski.
PRZEWOŹNICY
SIĘ BUNTUJĄ
Przewoźnicy, choć zmiany uznają za
słuszne, krytykują niektóre rozwiązania. Przede wszystkim zakres szkolenia -
ich zdaniem zbyt szeroki. Unijna dyrektywa, która kazała nam zmienić system
szkoleń, określiła ich czas maksymalny - 280 godzin i skrócony - 140 godzin. -
Polski ustawodawca przyjął czas maksymalny i ustalił godzinę lekcyjną na 60
minut. To ewenement - twierdzi dyrektor Wilk. - Niestety dłuższy kurs wiążę się
z większymi kosztami. Do dziś nie wiadomo, kto za takie szkolenie zapłaci:
kierowca czy firma - dodaje. O jakich pieniądzach mowa? Przewoźnicy obliczyli,
że może to być nawet ok. 10 tys. zł. Dlatego mają wątpliwości, ilu będzie
chętnych na takie szkolenia, choć na rynku brakuje już 20 tys. zawodowych
kierowców.


