WINIETY BĘDĄ, I TO DROŻSZE
Zamieszczono: 2009/07/14, Patryk Gust
RZĄD WYCOFUJE SIĘ Z PLANU
LIKWIDACJI WINIET DLA CIĘŻARÓWEK - USTALIŁA „RZ".
Wszystko wskazuje na to, że ceną
za ich utrzymanie będzie podwyżka opłat winietowych o ponad 30 proc.
AGNIESZKA STEFAŃSKA
Winiety, czyli
zryczałtowane opłaty za korzystanie z dróg przez ciężarówki, zgodnie z wcześniejszym
pomysłem resortu infrastruktury miały zniknąć już w lipcu, po wprowadzeniu
nowelizacji ustawy o drogach publicznych. Ale nie zniknęły, zniknął za to
projekt, który wywoływał ogromne protesty branży transportowej. Jak ustaliła
„Rz", trafił do podkomisji sejmowej.
- Jej pierwsze posiedzenie zaplanowane jest na najbliższy tydzień - mówi Janusz Piechociński, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury Jak ujawnił „JAz" Piechociński, Tadeusz Jarmuziewcz, wiceminister infrastruktury, na ostatnim spotkaniu z przedstawicielami spółek transportowych zapowiedział, że rząd nie będzie się upierał przy przyjęciu tej ustawy. Wówczas winiety pozostałyby do zon roku, kiedy ma zostać wdrożony nowy, elektroniczny, system poboru opłat
Rząd planował, że od lipca ciężarówki będą płaciły za
korzystanie z autostrad tak jak samochody osobowe, za to z tras ekspresowych
korzystać będą za darmo. Przeciwko temu rozwiązaniu w czerwcu protestowali
przewoźnicy, dla których taki ruch oznaczał znaczny wzrost kosztów. Wykupując
roczną winietę, firmy transportowe płaciły za korzystanie z dróg przez
ciężarówkę ok. 3 tys. zł rocznie, a po zniesieniu tego systemu kwota mogła
wzrosnąć do ok. 3 rys. zł miesięcznie, jeśli na trasie przejazdu znalazłby się
fragment płatnej autostrady. Przypomnijmy, że cała sprawa wzięła się z kolizji
polskich przepisów z unijnymi - ciężarówki płaciły za korzystanie z dróg
(winiety), a dodatkowo za przejazd autostradami, czyli dwa razy za to
samo. Rząd w zamian za otwarcie bramek obiecał koncesjonariuszom rekompensaty
z Krajowego Funduszu Drogowego.
Po polskich drogach stale jeździ ok. 300 tys.
ciężarówek, kolejne 20 tys. na dobę przejeżdża przez nasz kraj tranzytem.
Odejście od systemu winiet miało być ratunkiem dla Skarbu Państwa i KFD, do
którego wpływają opłaty z ich sprzedaży. Ten ma wypłacać z nich rekompensaty
dla zarządców prywatnych autostrad oraz finansować remonty dróg. Ostatnio
wpływy do KFD wynosiły tyle, ile szło na rekompensaty. Na remonty dróg już
nie starczało. W zeszłym roku w kasie KFD pozostało ok. 70 min zł. Za tę
kwotę można wyremontować ok. 12 km drogi ekspresowej.
Zgodnie z szacunkami Generalnej Dyrekcji Dróg
Krajowych i Autostrad w tym roku na remonty zostanie w kasie KFD niecałe 2 min
zł. A niewykluczone, że państwo będzie musiało dopłacić, gdyż Gdańsk Transport
Company planuje oddać do użytku już w październiku, trzy miesiące przed
czasem, kolejne 65 km autostrady A1 z Nowych Marz do Torunia.
- Po oddaniu całej trasy Ai wypłaty z KFD wzrosną do ok. 1 mld zł rocznie, tymczasem wpływy do niego w tym roku miały wynieść ok. 820 min zł - wylicza Adrian Furgalski, ekspert ds. transportu. Jak szacuje, by Skarb Państwa nie musiał dopłacać do ruchu ciężarówek, koszt zakupu winiet powinien wzrosnąć średnio o ok. 30 proc. Konieczna jest też skuteczniejsza kontrola, czy wszyscy, którzy powinni, faktycznie, winiety wykupują - dodaje.
Rząd musi teraz ustalić, o ile wzrosną koszty zakupu
winiet Sejm czeka na ostateczne stanowisko w tej sprawie.
Przewoźnicy do pomysłu podwyżek podchodzą z rezerwą,
choć podczas czerwcowych rozmów z rządem sami takie rozwiązanie proponowali.
- Na pewno jest to jakiś kompromis, pytanie, o ile wzrosną koszty winiet mówi Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych - Nie zgodzimy się jednak na to, by rząd poszedł najprostszą drogą i użył prostej arytmetyki do rozwiązania problemów. Trzeba wraz z podwyżkami obniży ć stawki, które pobierają za przejazd ciężarówek koncesjonariusze - dodaje.
- Podwyżka nie powinna być ceną za utrzymanie winiet - mówi Krzysztof Zdziarski, prezes Pekaesu. - Polska ma na razie z niejasnych powodów kłopot z wykorzystaniem dostępnych środków na budowę dróg. A więc czemu mielibyśmy płacić więcej za coś, czego nie przybywa? - dodaje.


